» strona główna » AKTUALNOŚCI | Warto wiedzieć

2010-07-12
Warto wiedzieć

INWESTYCJE - TAURONowa trauma

W zakończonym właśnie półroczu na rynkach finansowych bez problemu można wskazać trzy najważniejsze wydarzenia.

Pierwszy trzymiesięczny okres bez wzrostu rynków od marca 2009 roku, debiut PZU oraz debiut Tauronu. Ten pierwszy element, a więc brak wzrostu WIG20 w drugim kwartale 2010 roku może prowokować u niektórych inwestorów myśl czy aby nie wracamy do trendu spadkowego, czyli popularnej bessy. Moim zdaniem w żadnym wypadku nie można jeszcze mówić o bessie. Rynek w ciągu ostatnich dwóch lat zliczył fazy ultra-pesymizmu i super-optymizmu, co spowodowało dużą amplitudę zmian giełdowych indeksów. Obecnie po tych niecodziennych zachowaniach można powiedzieć, że wracamy do normy i to na co powinni przygotować się inwestorzy to czas dłuższego trendu bocznego z dużą ilością fałszywych sygnałów zarówno wzrostu jak i spadku. Poprzednie zawirowania rynkowe zawsze kończyły się okresem stabilizacji, który w ostatnim cyklu jeszcze nie wystąpił, więc prawdopodobieństwo tego scenariusza na 2010-2011 rok jest bardzo duże. Dodatkowo rozwój wypadków polegający na długotrwałej konsolidacji ma silne uzasadnienie fundamentalne. Chłodzenie gospodarek przez wyciąganie rządowych stymulusów będzie działać negatywnie, ale odradzający się popyt i zaufanie konsumentów będą działać pro-wzrostowo. Te dwa czynniki w średnim terminie powinny się wzajemnie neutralizować.

Mimo braku wzrostów ostatnie dwa miesiące zmieniły istotnie obraz polskiego rynku kapitałowego. Wszystko to za sprawą dwóch gigantycznych debiutów: PZU i Tauron. Spółki reprezentujące całkowicie różne branże przyciągnęły setki tysięcy nowych inwestorów indywidualnych i sprawiły, że o inwestowaniu na giełdzie znów można było usłyszeć w radiu i telewizji. Bardzo dobrze, że na debiucie PZU wszyscy z małych graczy zarobili (mniejsza o to ile), ale jeszcze lepiej, że na debiucie Tauronu można było co najwyżej odzyskać zainwestowany kapitał. Dlaczego jeszcze lepiej? Dlatego, że osiągaliśmy już klasyczny stan euforii, który na rynkach zawsze kończy się gigantycznymi stratami. Doskonale pamiętają o tym wszyscy „szczęśliwcy” wchodzący w rynek latem 2007 roku. Szczęśliwie w tym przypadku za naukę, że giełda to nie banalna maszynka do zarabiania pieniędzy, nowi gracze zapłacili bardzo niewielką cenę, a przecież takie życiowe doświadczenie jest nie do przecenienia.

To wszystko już za nami. Patrząc na najbliższe tygodnie na europejskim rynku głównym tematem będą testy wytrzymałości (stress tests), którym ma być poddane 91 europejskich banków (w tym PKO BP). Problemem jest jednak to, że te testy nic nie powiedzą o kondycji sektora bankowego, bo nie zawierają w sobie realizacji żadnego naprawdę negatywnego scenariusza, a jedynie wycenę bieżącej sytuacji. Stąd też płynie prosty wniosek, że jeżeli jakakolwiek instytucja nie przejdzie tych testów to dopiero wtedy rozpoczną się dla niej, a przez to dla eurowaluty ciężkie czasy. Na straży optymizmu stać zapewne będzie w całej sytuacji Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który podniósł prognozy wzrostu ogólnoświatowej gospodarki w 2010 roku aż do 4,6 proc. Co ciekawe w tym optymistycznym komunikacie była też łyżka dziegciu, ponieważ podkreślono, że gospodarka Stanów Zjednoczonych może nie sprostać stawianym przed nią oczekiwaniom wzrostu w najbliższych kwartałach. Skoro nie USA to w takim razie Europa musiałaby wziąć na swoje barki globalną odbudowę koniunktury. Czy to możliwe i na ile realistyczne to zależy już tylko i wyłącznie od wiary inwestorów. Wiary w to, że projekt „Euro” to nie tylko polityka, ale także początek syntetycznego państwa, któremu nie będzie przeszkadzać wewnętrzna różnorodność, a jednocześnie jest w stanie działać w sposób szybki i zdecydowany, gdy któraś z jego części ma problemy.

Paweł Cymcyk
 

Skontaktuj się z nami!